motto dnia: „memento”

Co się musi jeszcze wydarzyć, jaka katastrofa, by coś się zmieniło?
Ciężka choroba już była. Nic nie zmieniła. Śmierć chyba tylko.
Znasz mnie. Smutek noszę pod skórą by przylegał do delikatnych struktur.
Oddałam co miałam. Poświęciłam wszystko. Nie było warto.

motto dnia: „wieczór kawalerski”

Sale el sol por la mañana
por la mañana sale el sol,
sale el sol por la mañana
y por la noche salgo yo!
Ponte las bragas amarillas
que te quedan de maravilla,
ponte las bragas marrones
que te sientan de cojones,
ponte las bragas violetas
que te llegan hasta las tetas,
ponte las bragas al revés
y empezamos otra vez!

motto dnia: „nieskończoność”

Wielkie kwantyfikatory. Marne życie. Nie pompuj się tak, bo wentyl nie wytrzyma.

Instynkt każe być na haju. Wstawiam się muzyką. Pod wrąbek. W pętli się zapętlam w dźwiękach.

Mam apetyt na seks. Każdym porem poczuć pot na nagiej skórze. Zaciągam się tym marzeniem.

Nie zagłuszam go.

W pojedynkę pedałuje. Nie od pary się noszę. Kolorowe marynarki.

Na nocnym niebie też są obłoki.

motto dnia: ” nie ma żartów”

 

Płaczę do wewnątrz. Przełykiem. Łykam powietrze, jak małe dziecko zachłystujące się łzami. Tylko, że łzy nie lecą.

Już nie płaczę macicą. Bo nie mam macicy.

Co mam. Bóle. Ciągłe bóle. I smutek. Ciągły smutek. Czego nie mam. Nadziei. Żadnej nadziei.

Tak bardzo chciała bym uwierzyła, że się nie zmieni, że w końcu jej wierzę.

Tak naprawdę balansuję na krawędzi. Światów. Nie wiele potrzeba. By. Nie być.

Jest mi obojętne. Obojętność jest ostatnia. Potem nie ma już nic.

===

Dopóki się martwicie, dopóty nie jesteście martwi.

Nie martwi mnie nic.

.

STRONA KTÓREJ SZUKASZ NIE ISTNIEJE

—–

Goodbye my friend it’s hard to die

When all the birds are singing in the sky

Now that the spring is in the air

Pretty girls are everywhere

Think of me and I’ll be there

We had joy we had fun We had seasons in the sun But the hills that we climbed were just seasons

Out of time…

motto dnia: „dwa zero jeden sześć”

To nie będzie dobry rok. Bo wszystko zaczęło się źle. Jeszcze w zeszłym roku. To będzie rok złych decyzji, straconych szans i goryczy. Wróci najgorsze z najgorszych. A złą wersję przeszłości zastąpi jeszcze gorsza teraźniejszość. I nigdy już nie zmądrzejemy. Bo nie będziemy miały na to czasu. Może Ty, ale ja nie. Więc nie my.

To będzie rok strat. I smutku. Samotności i rozpaczy. A potem i tak to wszystko będzie nie ważne. Zwłaszcza to, że nie wyciągnęłyśmy z tego żadnej nauki.

motto dnia: „melony, melony”

Puszczałyśmy światełko do nieba na gumce recepturce. A potem na plaży znowu. Do nieba i z powrotem.

Bo w życiu chodzi nie o to by przeżyć, ale by  żyć. 

Więc  żyję jak umiem.

Choć nie wiem czy przeżyję.

W ramach przeżywania życia spotkałyśmy się z psem. A raczej to pies spotkał nas.  I entuzjastycznie okazując uczucia przewrócił mi żonę, polizał ją po twarzy, zabrał czapkę, oślinił kurtkę, opiaszczył, obmerdał, a nawet w tej wielkiej ekscytacji osikał. Oboje byli po tym wszystkim rozradowani. Leżeli na piasku i śmieli się do rozpuku. Nie wiem które bardziej.

Wiele niewiadomych.

Nie oszukujmy się. W kwestii tego jak będzie. Nie wiemy nic.

Niedawno jak pytałam żony czy przeżyję bez wahania odpowiadała : „tak”.

Teraz, już nie z taką pewnością odpowiada: „nie wiem”.

Nie jest tak źle: „nie wiem” to już nie jest „tak”, ale jeszcze nie jest „nie”.

No nie?