motto dnia: „bursztynobranie”

Wejście na ścieżkę lat utraconych.

- – -

Nieświadomość jest najlepszym lekiem na frustrację.

- – -

Katalog słów zachwycających. Faithfully.

- – -

Zi. Zi. Ma.
Pokłady ciepła topnieją.

- – -

Nieład czy ładnie. Oto jest pytanie.

- – -

Z mojej listy życzeń przedśmiertnych za życia nie zrealizuję niczego.

- – -

Szkli mi się

- – -

Z punktu widzenia genetyki jestem bezużyteczna. Ewolucyjnie wsteczna. Bezcelowy byt.

- – -

Czasami tak boli.
Że przestaję próbować.
Nie ma wyjscia.
Mur bez okien z każdej strony.
Żywcem pogrzebana obok trupa tego co zdechło.

- – -

Rozglądam się w sobie. Wsobnie. Samotnie. Zaglądam do wewnątrz. Próbuję zrozumieć.Co mną kieruje. Jakie motywy sprawiają. Że jestem. Jeszcze.

- – -

Doskonale wiem o co chodzi. Że metformina, insulina, przeciwwymiotne, przeciwbólowe. Tylko kolejność inna. To też wiem. ”Przepraszam cię tylko za to, i za nic więcej”

 - – -

 

motto dnia: „w kroplach deszczu boso”

Obraz powoli krystalizuje się na oku. Z kolorowych plam, z prześwietleń słonecznych, z jaskrawości z półcieni i ostrych sześcianów kwantów. Dobrze jak od razu staje się ostry, choć częściej patrzenie jest jak przez wodę. Niewidzące i rozmazane. Cienka warstewka pomiędzy mną a obrazem. Czegoś szklistego. Na oku. Mam taki paproszek. Czarny. Zawsze w tym samym miejscu. Zakłócenia w obrazie. Męt. Wtopiony w moje oko jak inkluzja w bursztynie.

Trawa, słońce i śnieg. Kłosy traw. Są jak wtedy. Z mojego dzieciństwa. Tylko ręce mam jak moi rodzice. Nie dziecięce już. Starsze, choć nie starcze jeszcze.  Już nie stróżuję nad cudzym oddechem. Mojego nikt nie pilnuje. To chyba za karę. Spotyka mnie samotność. Tylko za jaką? Nieprzewinioną.

Ech i och. Opadam z sił. Nie jak liść z drzewa. Tylko odwracalnie. Czasem czuję się lepiej.  Czasem to bardzo rzadko. Gorzej dużo częściej.

Chcę moje życie z powrotem.

Myślałam, że obojętność jest ostatnim etapem. Ale po niej jest jeszcze pewność. Że nic się nie zmieni. Że lepiej nie będzie. Że nic dobrego mnie nie czeka.  Takie trwanie w półrozpadzie.

Bliżej mi umierania niż życia.

Jakby się trafił pretekst do śmierci byłabym …

Nie wierzę w życie wieczne.

motto dnia: „mikroskopijny”

 

Ludzie nie są problem. Są rozwiązaniem. Życie to dochodzenie do tego co jest. A nie ma nic. Na końcu nie ma niczego. Pustka.

Trzeba wszystko starannie zaplanować. By wygospodarować trochę czasu wolnego.  Na drobinę szaleństwa.


Nic nie jest na całe życie.
Całe życie jest nic.
Nie jest życie.
Na całe życie.


Ciało zaczyna produkować objawy.


Królowa lodu. Zamroziła mi ciało. Mróz zabija. Najpierw hamuje krążenie. Potem amputuje. Po kawałeczku. Zabiera to, co pozwala czerpać radość z życia. Sprawia ból. Do zimnego nie można się przytulić. Jak jest ciągle zimno, zimno, zimno, to w końcu wszystko staje się obojętne. Zimno znieczula. Drzazga lodu w sercu.


Nie umiem nazywać uczuć…

Jeśli uważasz, że ludzie są problemem, to jest z Tobą coś nie w porządku.

Spałam gdy się kończył świat
Żadnych dźwięków tylko błysk
Na tarczę Słońca Luna naszła
Wzmógł się wiatr (potężnie wzmógł się wiatr)

Znasz mnie

(…)
Pospadały liście z drzew
A ptakom zastygł w dziobach śpiew
Koty wygarnęły psom, a psy ludziom
Jak przy Wigilii (jak przy Wigilii)

Potem dzieci boże poszły w śpiew
A czarci syn w rozbój, gwałt
Nijacy wprost do pracy, jak co dnia (prosto do pracy)

Drugi i ostatni błysk
I po wszystkim i już nic
Na czarnej panoramie nieba
Końcowe napisy

A Ty
Znasz mnie

Nie śpię, żyję, lewituje tu
Nie mam za co chwycić, nie mam o co oprzeć stóp
Dzielę się przez siebie, tak jak liczby pierwsze
A pomnożona przez tą pustkę, jak przez zero – daję pustkę

/Błysk Nosowska/

motto dnia : „se fue”

Czuję w sercu smutek.

Żuję w sercu smutek.

Silny smutek, co przechodzi w rozpacz.

A habituacja rozpaczy w niemoc.

Niemoc w obojętność.

A obojętność to nicość.

= = =

Co ma zrobić jednostka, która postrzega prawo jako niemoralne?

= = =

Nie podoba mi się życie którym żyję.

Kiepskie życie to strata czasu.

Jestem skazana na takie życie do końca życia

Wyciągam wnioski. Że nie warto było.  Ale jest już za późno.

 

motto dnia: „memento”

Co się musi jeszcze wydarzyć, jaka katastrofa, by coś się zmieniło?
Ciężka choroba już była. Nic nie zmieniła. Śmierć chyba tylko.
Znasz mnie. Smutek noszę pod skórą by przylegał do delikatnych struktur.
Oddałam co miałam. Poświęciłam wszystko. Nie było warto.

motto dnia: „wieczór kawalerski”

Sale el sol por la mañana
por la mañana sale el sol,
sale el sol por la mañana
y por la noche salgo yo!
Ponte las bragas amarillas
que te quedan de maravilla,
ponte las bragas marrones
que te sientan de cojones,
ponte las bragas violetas
que te llegan hasta las tetas,
ponte las bragas al revés
y empezamos otra vez!

motto dnia: „nieskończoność”

Wielkie kwantyfikatory. Marne życie. Nie pompuj się tak, bo wentyl nie wytrzyma.

Instynkt każe być na haju. Wstawiam się muzyką. Pod wrąbek. W pętli się zapętlam w dźwiękach.

Mam apetyt na seks. Każdym porem poczuć pot na nagiej skórze. Zaciągam się tym marzeniem.

Nie zagłuszam go.

W pojedynkę pedałuje. Nie od pary się noszę. Kolorowe marynarki.

Na nocnym niebie też są obłoki.